Afrykańska przyroda pod presją. Wojny i kłusownictwo zagrażają dziedzictwu UNESCO

W Parku Kidepo; Fot. Kris Lakwo

Afryka ma ogromne bogactwo przyrodnicze, ale na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO wciąż jest stosunkowo niewiele jej naturalnych obszarów. Co więcej, część z nich znalazła się w poważnym niebezpieczeństwie. Kłusownictwo, nielegalne wydobycie, konflikty zbrojne i zmiany klimatu niszczą wyjątkowe ekosystemy i utrudniają ich ochronę.

29 lipca UNESCO wpisało na Listę Światowego Dziedzictwa cztery nowe afrykańskie obiekty. Jednym z nich jest Boma-Badingilo, rozległy obszar sawannowy w Sudanie Południowym. To jeden z najważniejszych ekosystemów tego typu w Afryce, a zarazem miejsce niezwykłego spektaklu przyrodniczego. Przez jego tereny migrują miliony dużych ssaków.

Tego samego dnia UNESCO zaktualizowało status Parku Narodowego Garamba w Demokratycznej Republice Konga (DRK), podkreślając jego wyjątkową wartość przyrodniczą.

Jest jednak paradoks: zarówno Boma-Badingilo, jak i Garamba trafiły jednocześnie na Listę Światowego Dziedzictwa w Zagrożeniu. To wykaz miejsc, których przetrwanie jest poważnie zagrożone m.in. przez konflikty zbrojne, kłusownictwo, nielegalne wydobycie, rozwój osadnictwa czy skutki zmian klimatu.

Afryka szczególnie narażona
Lista UNESCO obejmuje obecnie 1273 obiekty na całym świecie. Wśród nich znajduje się 991 obiektów kulturowych, 240 przyrodniczych i 42 mieszane. 59 obiektów uznano za zagrożone, w tym 14 przyrodniczych.

Afrykańskie obszary są szczególnie trudne do ochrony. Często zajmują ogromne powierzchnie, a ich ekosystemy są wyjątkowo różnorodne. Oznacza to również, że występuje na nich wiele potencjalnych zagrożeń.

„To częściowo kwestia ich wielkości i różnorodności biologicznej, która naraża je na wiele zagrożeń „powiedziała Mizuki Murai z Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN).

Według IUCN największym globalnym zagrożeniem dla obszarów chronionych są dziś zmiany klimatu. Ich skutki są widoczne także w Afryce. Dobrym przykładem jest Kilimandżaro, gdzie szybko zanikają lodowce.


Kłusownictwo pustoszy parki
Jednym z najbardziej dramatycznych przykładów jest Park Narodowy Garamba w DRK. Przez lata był on schronieniem dla niezwykle rzadkich zwierząt. Do 2006 roku był ostatnim znanym miejscem występowania nosorożca północnego białego.

Pod ogromną presją znalazły się również żyrafy. W latach 70. w Garambie żyło około 350 osobników. W 2012 roku było ich już tylko 22.

Za spadek liczebności zwierząt w dużej mierze odpowiada kłusownictwo.
„Kłusownictwo na gatunki o wysokiej wartości jest kluczowym czynnikiem systematycznego niszczenia obszarów przyrodniczych” ocenia Peter Fearnhead, dyrektor African Parks.

Problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych gatunków. Kiedy z obszaru chronionego znikają duże zwierzęta, zmienia się cały ekosystem. Zaburzona zostaje naturalna równowaga, a wraz z nią warunki życia wielu innych gatunków.

Złoto zamiast dzikiej przyrody
Coraz większym zagrożeniem dla afrykańskich obszarów chronionych jest także górnictwo. Według danych IUCN w latach 2020–2025 awansowało ono z dziewiątego na trzecie miejsce wśród najczęściej odnotowywanych zagrożeń.

Szczególnie problematyczne jest nielegalne wydobycie złota. Kopalnie powstają bez odpowiednich zabezpieczeń, niszczą siedliska, zanieczyszczają środowisko i często są powiązane z korupcją oraz działalnością grup przestępczych.

Dla parków narodowych oznacza to kolejne wyzwanie. Strażnicy muszą chronić nie tylko zwierzęta przed kłusownikami, lecz także całe tereny przed nielegalną eksploatacją.

Wojna wkracza do parków
Ochrona przyrody jest jeszcze trudniejsza tam, gdzie trwają konflikty zbrojne.
Grupy zbrojne mogą wykorzystywać parki jako schronienie i zaplecze do prowadzenia nielegalnej działalności. W tym samym czasie strażnicy i służby państwowe tracą możliwość swobodnego poruszania się po części chronionych terenów.

W Demokratycznej Republice Konga wszystkie pięć oficjalnie uznanych przyrodniczych obiektów UNESCO zmaga się z podobnym zestawem problemów: kłusownictwem, nielegalnym wydobyciem, działalnością grup zbrojnych i konfliktami o ziemię.

Podobna sytuacja występuje w regionie Sahelu. Niestabilność polityczna i konflikty ograniczają możliwość ochrony takich miejsc jak kompleks W-Arly-Pendjari czy skarpa Bandiagara w Mali.
Wojna nie tylko niszczy infrastrukturę i utrudnia pracę strażników. Może również na lata odciąć naukowców i służby ochrony od terenów, które wymagają stałego monitorowania.

Miliony zwierząt w jednym miejscu
Skala problemu jest szczególnie widoczna w przypadku Boma-Badingilo. Obszar wpisany na listę UNESCO ma około 65 tys. km kw. – jest więc większy od wielu europejskich państw.
Przez jego tereny migruje około sześciu milionów dużych ssaków. To jedno z największych widowisk migracyjnych na świecie i ogromny skarb przyrodniczy Sudanu Południowego.

Jednocześnie region jest silnie dotknięty kłusownictwem. Ochrona tak rozległego obszaru jest ogromnym wyzwaniem, szczególnie w kraju, który przez lata zmagał się z konfliktem i niestabilnością.

Wpisanie Boma-Badingilo na listę UNESCO może pomóc w zwiększeniu zainteresowania regionem i jego ochroną. Sama decyzja UNESCO nie rozwiąże jednak problemów, z którymi mierzy się ten obszar.

Jest też dobra wiadomość
Sytuacja afrykańskich obiektów przyrodniczych nie jest wyłącznie historią strat.
Od 1978 roku, kiedy pierwsze afrykańskie miejsca trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa, dziewięć parków zdołało opuścić listę obiektów zagrożonych.

Jednym z przykładów jest Park Narodowy Salonga w DRK. Został usunięty z listy zagrożonych w 2021 roku, po 22 latach. Pokazuje to, że nawet bardzo trudną sytuację można odwrócić – pod warunkiem długotrwałej pracy, odpowiedniego finansowania i skutecznej ochrony.

Afryka wciąż czeka na kolejne wpisy
Problemem pozostaje również to, że afrykańska mapa światowego dziedzictwa jest nadal niepełna. Od 1978 roku UNESCO wpisało na listę zaledwie 49 afrykańskich obiektów przyrodniczych. Dla kontynentu o tak ogromnej różnorodności biologicznej to niewiele.

Dlatego UNESCO od 2021 roku realizuje strategię mającą zwiększyć wsparcie dla afrykańskich państw przygotowujących nominacje. Chodzi m.in. o finansowanie, szkolenia i pomoc w przygotowaniu dokumentacji potrzebnej do zgłoszenia obiektów. Dzięki temu kolejne wyjątkowe miejsca mogą w przyszłości otrzymać status światowego dziedzictwa.
|
Ale wpis na listę to dopiero początek. Największym wyzwaniem pozostaje sprawienie, by chronione tereny rzeczywiście były chronione. „To nie jest projekt na rok ani nawet na 10 lat. To bardzo długa droga” podkreśla Peter Fearnhead.

Afrykańskie parki potrzebują więc nie tylko prestiżowej tabliczki UNESCO, lecz przede wszystkim ludzi, pieniędzy, stabilności i czasu. Bo jeśli kłusownictwo, wojny i nielegalna eksploatacja będą postępować, samo uznanie miejsca za światowe dziedzictwo nie wystarczy, by je ocalić.


Podobne artykuły