Tragedia w kopalni miedzi i kobaltu w w południowo-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. Kilkadziesiąt osób zginęło
Co najmniej 32 osoby zginęły sobotę 15 listopada w południowo-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga, gdy w kopalni miedzi i kobaltu Kalando w Mulondo w prowincji Lualaba zawalił się most prowadzący na teren wyrobiska.
Konstrukcja nie wytrzymała nadmiernego obciążenia, gdy tłum górników i poszukiwaczy surowców próbował z niej uciec w obliczu narastającego chaosu.
O wydarzeniach poinformował minister spraw wewnętrznych prowincji, Roy Kaumba Mayonde. Jak podkreślił, teren kopalni był objęty surowym zakazem wstępu z powodu intensywnych opadów deszczu, które zwiększały ryzyko osunięć ziemi. Mimo to grupa nielegalnych górników siłą dostała się do kamieniołomu.
W opublikowanym w niedzielę raporcie rządowej agencji nadzorującej sektor górniczy znalazły się nowe, jeszcze bardziej dramatyczne szczegóły. Według dokumentu żołnierze pilnujący terenu oddali strzały w kierunku osób, które wtargnęły na obszar kopalni. Miało to wywołać panikę, w wyniku której ludzie rzucili się do ucieczki, a tłum napierający na most doprowadził do jego zawalenia. W raporcie liczba ofiar wzrasta do co najmniej 40.
Rozbieżności w danych dotyczących ofiar są częste w podobnych sytuacjach w DRK, gdzie chaos informacyjny i trudne warunki terenowe utrudniają prowadzenie akcji ratunkowych. Władze lokalne zapowiedziały dalsze poszukiwania zaginionych.
Obecność wojska na terenach wydobywczych w Kongo od lat budzi kontrowersje. Prawni, na mocy porozumień, operatorzy miejsc wydobywczych, w tym duże zagraniczne koncerny, korzystają ze wsparcia sił zbrojnych w celu ochrony koncesji.
Z kolei nielegalni poszukiwacze surowców, uważają tę obecność za represyjną i niesprawiedliwą, podejmując próby wydobycia na własną rękę. Tragiczne w skutkach incydenty, takie jak ten w Lualabie, są jednym z przejawów głębszego konfliktu społeczno-ekonomicznego.
Demokratyczna Republika Konga jest największym na świecie producentem kobaltu — surowca kluczowego dla produkcji baterii litowo-jonowych wykorzystywanych w samochodach elektrycznych, smartfonach czy sprzęcie medycznym.
Szacuje się, że około 80 proc. wydobycia w kraju znajduje się pod kontrolą chińskich firm, co wzmacnia geopolityczne znaczenie tego sektora.
Jednocześnie na branży od lat ciążą się poważne zarzutami. Organizacje praw człowieka alarmują o wykorzystywaniu pracy dzieci, skrajnie niebezpiecznych warunkach pracy, zwłaszcza w małych, ręcznie kopanych szybach, systemowej korupcji i braku przejrzystości, narastających napięciach pomiędzy operatorami przemysłowymi a lokalnymi społecznościami.
Wschodnia część DRK od dziesięcioleci jest przy tym areną przemocy ze strony sił rządowych oraz licznych grup rebelianckich.
Wśród nich szczególnie aktywna jest wspierana przez Rwandę grupa M23, której ofensywa w ostatnich latach doprowadziła do eskalacji konfliktu i pogłębienia kryzysu humanitarnego.
.
